The Khalifa International Stadium,

The Khalifa International Stadium

źródło: Materiały Prasowe

Jeszcze kilka lat temu nikt nie wyobrażał sobie, że liczące nieco ponad dwa miliony obywateli państwo, które charakteryzuje się najwyższy poziomem PKB per capita na świecie, może osiągać jakiekolwiek sukcesy na arenach sportowych. Dziś, zawodnicy reprezentacji Kataru w piłce ręcznej z dumą prezentują na swoich piersiach srebrne medale tegorocznych Mistrzostw Świata, a emirat koncentruje się na przygotowaniach do jednej z najważniejszych sportowych imprez na świecie – piłkarskiego Mundialu, który w 2022 roku po raz pierwszy zawita na Bliski Wschód. 

Humoru katarskim szejkom nie popsuły ani oskarżenia wysunięte przez dziennikarzy magazynu „France Football”, którzy zarzucili im korumpowanie działaczy FIFA głosujących za przyznaniem Katarowi praw do organizacji MŚ, ani też kolejne doniesienia o śmiertelnych wypadkach imigrantów pracujących przy budowie piłkarskich aren. Szacuje się, że organizacja mistrzostw świata w 2022 roku będzie kosztować ponad 200 miliardów dolarów.

Wspomniany Mundial to zaledwie „wisienka na torcie” wśród mocarstwowych planów sportowych Kataru. Już w przyszłym roku w bliskowschodnim emiracie odbędą się mistrzostwa świata w kolarstwie szosowym. Z kolei w 2019 do Dohy zawitają najlepsi lekkoatleci na świecie. Niewykluczone, że Katar wkrótce stanie się również areną Grand Prix Formuły 1.

- Jesteśmy bliscy podpisania umowy na zorganizowanie wyścigu F1. Wykonaliśmy wiele kroków w tym kierunku, pozostało jeszcze tylko kilka szczegółów do uzgodnienia - oświadczył Nasser Al-Attiyah, szef katarskiego związku motorowego i zwycięzca tegorocznego Rajdu Dakar w kategorii samochodów.

Katar, a raczej katarskie pieniądze od wielu lat obecne są również w sporcie europejskim. W 2011 roku fundusz Qatar Sports Investments został właścicielem francuskiego klubu Paris Saint Germain. Ten sam fundusz od kilku lat również jednym z głównych sponsorów słynnej FC Barcelony, a na koszulkach piłkarzy tego klubu widnieje logo linii lotniczych Qatar Airways.

>>> Czytaj też: Gdzie płynie wielka kasa z boisk? Zobacz, kto zarabia najwięcej na sporcie

Kosztowna zachcianka szejków?

Miliony dolarów wpompowanych w europejski futbol, gigantyczne nakłady na budowę stadionów „pośrodku niczego” i bajeczne pieniądze oferowane zagranicznym sportowcom za zgodę na przywdzianie koszulki z flagą Kataru. Patrząc na kolejne zaskakujące decyzje szejków z Zatoki Perskiej, trudno nie zadać pytania, o przyświecające im cele.

Oczywiście najłatwiej stwierdzić, że sport to dla arabskich miliarderów rodzaj „kosztownej zabawki”. Wczoraj kupowali oni pałace i samochody wykonane ze szczerego złota. Dziś – wielkie europejskie kluby piłkarskie.

Z taką opinią nie zgadza się jednak arabistka dr Katarzyna Górak-Sosnowska z SGH. – Nie nazwałabym tego “zachcianką szejków” – w każdym razie nie bardziej niż w przypadku innych państw czy instytucji inwestujących w sport na świecie – podkreśla.

Według Górak-Sosnowskiej wielkie inwestycje sportowe Kataru, to – obok telewizji Al-Dżazira, wiodącej roli w eksporcie gazu ziemnego, a także angażowania się w polityczne sprawy Bliskiego Wschodu – jeden z elementów budowania marki tego kraju na świecie.

- Jest w tym trochę myślenia perspektywicznego – władze Kataru zdają sobie sprawę, że państwo nie może w nieskończoność być uzależnione od surowców energetycznych. Sport jest również bez wątpienia elementem rywalizacji z innymi państwami Zatoki Perskiej – podkreśla ekspertka.

Socjolog sportu dr Radosław Kossakowski z Uniwersytetu Gdańskiego sugeruje z kolei, że dla Kataru sport staje się jednym z elementów budowania „soft power” i pozyskiwania europejskich sojuszników.

- Odnoszę wrażenie, że Katar za pomocą sportu próbuje ugrać określone interesy natury geopolitycznej. Musimy pamiętać, że jest to stosunkowo małe państwo znajdujące się w specyficznym i niezbyt bezpiecznym rejonie świata– podkreśla Kossakowski.

Jego zdaniem, inwestując pieniądze światowy sport, Katar chce wykreować markę przyjaznego i cywilizowanego i proeuropejskiego kraju, a budowanie silnych sportowo-finansowych powiązań ze Starym Kontynentem może być dla emiratu rodzajem „karty przetargowej” w sytuacji bezpośredniego zagrożenia militarnego.

>>> Czytaj też: Narodowy sport USA. Finał Super Bowl jest warty tyle samo co PKB Islandii

Guardiola i cała reszta

Sponsoring klubów sportowych oraz organizacja wielkich imprez to dla Katarczyków szansa na dobry PR. Szejkowie z Zatoki Perskiej nie ukrywają jednak również swoich czysto boiskowych ambicji. Udowodniły to choćby wspomniane tegoroczne Mistrzostwa Świata w piłce ręcznej, gdzie prowadzona przez Hiszpana Valero Rivera reprezentacja narodowa Kataru dotarła do samego finału imprezy, pokonując po drodze takie potęgi, jak Niemcy czy Polska.

Określenie „reprezentacja narodowa” to jednak w tym wypadku dość spore nadużycie. Wystarczy wspomnieć, że drużynie tej gra kilkunastu naturalizowanych zawodników pochodzących z takich krajów, jak Hiszpania, Serbia, Egipt czy Kuba. Za grę w narodowych barwach Kataru otrzymali oni premie sięgające setek tysięcy dolarów, a także inne bonusy w postaci mieszkań i luksusowych samochodów. Nie musieli nawet zmieniać swojego obywatelstwa, gdyż specjalnie na tę okazję władze Kataru wprowadziły przepisy ustanawiające instytucję „sportowego paszportu”. Swego czasu, jednym z zawodników nęconych intratną ofertą finansową ze szejków z Zatoki Perskiej był zawodnik reprezentacji Polski Marcin Lijewski. Odmówił.

Radosław Kossakowski zwraca uwagę, że choć działania katarskich szejków możemy uznać za niemoralne i sprzeczne z duchem rywalizacji, to jednak doskonale wpisują się one w kapitalistyczny obraz współczesnego sportu.

- Sport profesjonalny i wielkie międzynarodowe imprezy już dawno przestały być ucieleśnieniem olimpijskich ideałów Pierre’a de Coubertina. Najwyższy czas, abyśmy przestali się oszukiwać, że jest inaczej – zwraca uwagę ekspert.

Katarczycy krytyką jednak się nie przejmują i już  teraz myślą o powtórzeniu tegorocznego sukcesu piłkarzy ręcznych na Mundialu w 2022 roku. O to będzie jednak niezwykle trudno. Po pierwsze, piłkarska reprezentacja Kataru prezentuje obecnie mizerny poziom, o czym świadczy choćby fatalny występ w zakończonym niedawno Pucharze Azji. Po drugie, przepisy FIFA - póki co - wykluczają „handel obywatelstwami”. Katarczycy nie będą więc mogli sprowadzić do swojej reprezentacji Cristiano Ronaldo i Lionela Messiego. Bez względu na to, jak wysoką gażę zaoferowaliby tym zawodnikom.

W tym wypadku Katarczycy – choć niechętnie – przyjęli więc strategię „organiczną” i postanowili samodzielnie wychować nowe pokolenie piłkarzy, którzy w 2022 staną w szranki z najlepszymi drużynami świata. Kluczowym elementem tej strategii jest akademia piłkarska Aspire Academy, na czele której stoi Ivan Bravo, były dyrektor strategiczny słynnego Realu Madryt.

- Chcemy, aby chłopcy, których wychowujemy w naszej akademii osiągnęli pełnie swojego potencjału. Jestem przekonany, że do 2022 roku stworzymy drużynę, która będzie rywalizować z najlepszymi – podkreśla Bravo w rozmowie z agencją AFP. Jednocześnie zaznacza również, że marzy o dniu, w którym piłkarz z Kataru trafi do jednego z wielkich europejskich klubów.

Ważnym elementem budowanej przez Katarczyków reprezentacji ma być również charyzmatyczny trener. Na długiej liście potencjalnych kandydatów na to stanowisko zdecydowanie wybija się Hiszpan Pep Guardiola. Obecny szkoleniowiec Bayernu Monachium jeszcze jako piłkarz spędził dwa sezony w katarskim klubie Al-Ahli. Był również jedną z osób, która zdecydowanie popierała starania Kataru o organizacje piłkarskich mistrzostw świata w 2022 roku.

Być może wielu ekspertom i wielbicielom piłki nożnej wciąż trudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym Katar wychodzi ze swojej grupy na Mundialu w 2022 i wygrywa mecz z jedną z piłkarskich potęg. Szejkowie z Dohy wielokrotnie udowadniali jednak, że sukces – również sportowy – jest kwestią odpowiedniej motywacji. A nic nie motywuje tak bardzo, jak pieniądze.