Od lat Ballmer był jednym z niewielu prezesów największych firm IT, o którym najczęściej mówiło się w kontekście odejścia i nieudanych projektów niż sukcesów. Nowe produkty Microsoftu nie sprzedawały się tak dobrze, jak oczekiwano, a klienci narzekali na zmiany. Także akcjonariusze byli zaniepokojeni tym, że w czasie rozkwitu rynku elektronicznych urządzeń mobilnych Microsoft dał się na tym polu wyraźnie wyprzedzić firmom takim jak Apple czy Google.

Pod kierownictwem Ballmera Microsoft zarabiał i nadal zarabia kokosy. W pierwszym kwartale tego roku przychody wyniosły 20,5 mld dol., a czysty zysk 6,06 mld dol. – w obu wypadkach wyniki były niemal o jedną piątą lepsze niż rok wcześniej. Jednak jest dużej mierze odcinanie kuponów od dawnej potęgi – zyski pochodzą bowiem głównie z rynku komputerów stacjonarnych.

Ballmer zdawał sobie sprawę ze słabości firmy i niedawno zarządził wielką reorganizację Microsoftu. Najbardziej rewolucyjną zmianą było połączenie w jeden dział dwóch osobnych bytów: pionu stacjonarnego – w skład którego wchodzą nie tylko komputery PC, lecz także konsole – z częścią mobilną. Z naciskiem, co ważne, na tę ostatnią. Mówiło się, że jeżeli nowa strategia nie wypali, ta zmiana strategii może być ostatnią, jaką przeprowadził Steve Ballmer.

I właśnie się to potwierdza. Ballmer wydał oświadczenie, w którym zdeklarował, że przejdzie na emeryturę w ciągu najbliższych 12 miesięcy, po tym, jak wybrany zostanie jego następca. Microsoft powołał już specjalną komisję - a zasiada w niej m.in. Bill Gates - która wskaże nowego dyrektora generalnego.

57-letni Ballmer, który z Microsoftem był związany od początku lat 80, w swoim oświadczeniu podkreślił, że podjęcie decyzji o odejściu z firmy, którą kocha, było dla niego bardzo trudne, ale ma nadzieję, iż leży to w interesie spółki. I może mieć rację - zaraz po ogłoszeniu tej wiadomości akcje Microsoftu zaczęły drożeć.

Nie wiadomo, czy Ballmer odchodzi dobrowolnie, czy też jego decyzja została wymuszona przez właścicieli spółki. Na emeryturze nie musi się jednak martwić o swoje finanse - w tym roku "Forbes" wycenił jego majątek na ponad 15 miliardów dolarów.