statystyki

Piotra Krupa z firmy windykacyjnej Kruk: Oddłużył serialowych Mostowiaków

skomentuj

Kruk, windykacyjna firma Piotra Krupy, wpadła na pomysł, aby przedstawić product placement w popularnej telenoweli. Pomogli filmowym bohaterom wyjść z kłopotów finansowych. To był strzał w dziesiątkę.

Publikacja: 30 stycznia 2012, 08:43 Aktualizacja: 30 stycznia 2012, 08:43

Firma Krupy ma ok. 20 proc. polskiego rynku wierzytelności.

źródło: Materiały Prasowe
autor: Materialy prasowe
Firma Krupy ma ok. 20 proc. polskiego rynku wierzytelności.

Nie lubi blasków fleszy, rzadko daje się fotografować, więc nie ma wielu zdjęć prezesa największej firmy windykacyjnej, ale te, które krążą w sieci, są o 30 kilogramów nieaktualne. Prezes Krupa trenuje biegi, pływanie i jazdę na rowerze. – Intensywnie przygotowuję się do kwietniowego triatlonu w Bostonie, w maju zaś startuję w Lanzarote – mówi. Treningi to jego nowa życiowa pasja, druga po biznesie windykacyjnym, którym zajął się przypadkiem.

Pieniądze z wesela

Był rok 1996. Świeżo upieczeni magistrzy prawa i aplikanci sędziowscy Piotr Krupa i Wojciech Kuźnicki wpadli na pomysł, że będą świadczyć usługi – pisać opinie i pozwy – na rzecz kancelarii prawniczych jako spółka cywilna Kuźnicki i Krupa.

– Pierwsze poważne zlecenie dotyczyło przygotowania opinii zakładów pracy chronionej, w tamtych czasach polskich rajów podatkowych. Wtedy wpadliśmy na pomysł, że to my napiszemy taki komentarz i opublikujemy go – wspomina Krupa. Kilka tygodni później komentarz był gotowy. Żeby było taniej, korektę przed złożeniem do druku zrobiła młoda pani Krupa, sam druk kosztował 10 tys. zł. – Wszystkie pieniądze z wesela zainwestowaliśmy w wydanie naszej pierwszej książki – wspomina Krupa. Było to całe 5 tys. zł. – Resztę Wojtek pożyczył od ojca i uzbieraliśmy całą potrzebną kwotę na druk – wylicza. Drugie tyle musieli dostarczyć wydawnictwu za dwa tygodnie.

Ale młodzi przedsiębiorcy, nim oddali książkę do druku, rozesłali dziesiątki ofert do firm, kancelarii, uczelni z dołączonym gotowym wypełnionym już formularzem zamówienia. – Kiedy po kilku dniach zjawiliśmy się w banku, żeby sprawdzić, czy ktokolwiek kupił nasz komentarz, pani nie znalazła w kasie nawet jednego przekazu. Byliśmy załamani – mówi Krupa.

Wtedy nie było komputerowego wykazu transakcji bankowych, tylko papierowe. – Przekonani o kompletnym fiasku oswajaliśmy się z pierwszym bankructwem. Wychodząc z banku, usłyszeliśmy inną pracownicę, która przepraszając, oznajmiła, że do naszego konta jest tyle przekazów, że nie zmieściły się w szufladzie, wiec trzyma je w kartonie obok biurka – opowiada Piotr Krupa. Okazało się, że cały nakład został wykupiony na pniu, a wspólnicy mieli pieniądze na kolejne wydanie. Założyli wydawnictwo Kruk, którego nazwa później stała się też nazwą firmy windykacyjnej.

Sukces komentarza zaowocował serią ofert od firm o doradztwo i prowadzenie szkoleń w zakresie prawa pracy osób niepełnosprawnych. – W latach 90. chyba każda chciała być zakładem pracy chronionej, bo korzystała z przywilejów podatkowych – mówi Krupa. Jednym z pierwszych zleceniodawców była firma Ireny Eris. Szybko pojawiły się następne: leasingowe, sprzedaży ratalnej etc. Biznes doradczo-szkoleniowy kwitł kilka lat, aż Leszek Balcerowicz, ówczesny minister finansów, zapowiedział likwidację przywilejów podatkowych dla firm zatrudniających niepełnosprawnych.

Niespłacone lodówki

– Windykacją zajęliśmy się przypadkiem – przyznaje Krupa. Właściciel pewnej firmy sprzedaży ratalnej, która jednocześnie była zakładem pracy chronionej, pożalił się, że choć sprzedaż lodówek idzie mu świetnie, przybywa klientów, którzy nie spłacają należnych rat. – Zapytał, czy moglibyśmy mu pomóc. Mogliśmy – mówi Krupa.

Wspólnicy postanowili sprawdzić się w windykowaniu. – Ostatecznie z tamtą firmą nie doszliśmy do porozumienia, ale złożyliśmy ofertę znanemu operatorowi telefonii komórkowej. Zaproponowaliśmy, że przeprowadzimy windykację bez opłat wstępnych, ryczałtowych. On daje nam sprawy, my windykujemy na jego konto, a po trzech miesiącach zgłosimy się po zapłatę – opowiada Krupa. Operator niczego nie ryzykował. Dostali 532 sprawy. Wysłali 532 listy z wezwaniem i wypełnionymi gotowymi przekazami. – Po trzech miesiącach z wynikiem 40 proc. skuteczności dostaliśmy ustaloną prowizję i pakiet 17,5 tys. spraw. Wtedy już zainwestowaliśmy w drukarki i zatrudniliśmy 30 osób, studentów lub absolwentów. Wielu jest z nami do dziś – twierdzi Krupa.

Choć rynek windykacyjny w Polsce dopiero raczkował, biznesmeni mieli dwóch dużych konkurentów. Szwedzką spółkę Intrum (80 lat doświadczenia) i niemiecką EOS z Otto Group. Te firmy przy podpisywaniu umów kazały płacić sobie ryczałt. Młodzi biznesmeni oferowali, że zapłatę wezmą po wykonaniu zadania.

Po dwóch latach mieli 12 klientów, w tym wszystkich operatorów telekomunikacyjnych, i 200 osób na pokładzie. – Wtedy trzeba było już zorganizować struktury firmy, żeby opanować rozprzestrzeniający się chaos – wspomina Krupa. Wraz ze stworzeniem struktur Kruk postanowił poszukać inwestorów. Zainteresowani szybko się znaleźli, m.in. fundusze private equity z Irlandii, Izraela i Nowego Jorku.

– Irlandczycy byli gotowi zapłacić nam 1 mln dol. za udziały w naszej niewielkiej firmie. To był szok, nie mieliśmy trzydziestki i byliśmy kandydatami na milionerów – śmieje się Krupa. Wycena firmy dobiła do 20 mln dol. – W 2003 r. zrobiliśmy deal z Enterprise Investors, kupili 70 proc. udziałów za niespełna 14 mln dol. – mówi Krupa. Dziś fundusz EI ma tylko 25 proc. udziałów, reszta rozeszła się na giełdzie.

Wizerunek

Tak jak w większości firm windykacyjnych w Kruku panowało przekonanie, że dłużnik to cwaniak, który miga się od płacenia długów. W 2006 r. Krupa wpadł na pomysł, żeby zrobić badanie rynku, które pozwoli stworzyć portret klienta i zbudować strategię firmy. Wynik był zaskakujący. Okazało się, że ludzie nie płacą rachunków, rat, bo nie mają pieniędzy z różnych powodów, nie dlatego, że są nieuczciwi. Takich jest góra 5 – 10 proc.

– Postanowiliśmy wykorzystać tę wiedzę i stworzyć narzędzia do spłaty wierzytelności w dogodnych ratach. Wyszliśmy do ludzi z takim przekazem: dług to nic złego, można go spłacić w dogodnych ratach – opowiada Iwona Słomska, członek zarządu Kruka. – My im w tym pomagamy – recytuje jak w reklamie. – Wpadliśmy na pomysł, żeby przedstawić product placement w najpopularniejszym serialu. Zadłużyliśmy Mostowiaków i zaprosiliśmy ich do firmy. To był strzał w dziesiątkę. Nasze listy do dłużników przestały do nas wracać. Dziś wiemy, że 85 proc. dłużników może spłacić swój dług, wystarczy rozłożyć go na wygodne raty. My takie dajemy – chwali się Słomska. Strategię widać w wynikach firmy. Po 13 latach działalności Kruk jest posiadaczem 20 proc. rynku wierzytelności w Polsce wartego 35 – 40 mld zł.

Komentarze: 4

  • 1: wjw z IP: 87.248.68.* (2012-01-30 11:29)

    Chcesz stracić kontrolę nad wierzytelnościami ? Oddaj egzekucję firmie windykacyjnej.

  • 2: Patiomkin z IP: 62.87.254.* (2012-01-31 07:53)

    czy większość wie,że firmy windykacyjne to zalegalizowana przestępczość, niespełnieni prawnicy,którzy kręcą lody na naiwnych,jak śpiewał J.Kaczmarek z kabaretu Elita"oj naiwny, naiwny..."

  • 3: josef z IP: 31.175.169.* (2012-02-06 21:14)

    oczywiście,ze zwrot windykator w sensie prawnym nie istnieje

  • 4: mama z IP: 178.56.180.* (2012-03-22 07:51)

    Tak zanim zapłacisz złotówkę idz do prawnika. Są tanie poradnie chyba że to mala kwota. Bo te firmy typu kruk bazują na naszej niewiedzy i strachu. Czytać trzeba jak się nie dac. Bo inaczej zezra żywcem. Wykorzystują naturalny strach przed komornikiem sądem itd.

Twój komentarz
Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
wypełnij
formularz - zgłoś twarz, firmę, produkt

Firmy

Produkty

Rankingi

Zapisz się na bezpłatny newsletter