Maciej Witucki trzecią kadencję z rzędu będzie zarządzał największym polskim telekomem. Teraz czeka go nowe wyzwanie: rywalizacja z telewizjami kablowymi.
Publikacja: 29 października 2011, 19:27 Aktualizacja: 29 października 2011, 19:35
źródło: Materiały Prasowe
autor: Materialy prasoweMaciej Witucki jest prezesem Telekomunikacji Polskiej od 2006 roku.
Od kilku miesięcy wiadomo, że co najmniej do 2015 r. największym telekomem w Polsce będzie kierować Maciej Witucki. Rada nadzorcza Telekomunikacji Polskiej przedłużyła z nim kontrakt na długo przed końcem drugiej kadencji. Co powoduje, iż po raz trzeci z rzędu powierzono mu stery firmy?
By to zrozumieć, trzeba cofnąć się o 11 lat. Jeden z konsultantów firmy doradczej Andersen Consulting (dziś Accenture) opowiadał wówczas, że gdy pierwszy wszedł do siedziby TP, był przekonany, że wystarczy zmienić kilka rzeczy, by firma funkcjonowała efektywniej. Jednak im dłużej przebywał w TP i lepiej poznawał kierujących nią ludzi, tym wyraźniej uświadamiał sobie, że przeprowadzenie nawet niewielkich korekt jest bardzo trudne. W końcu uznał, że to zadanie wręcz beznadziejne.
Zadania zreformowania dawnego monopolisty podjął się w 2006 r. Maciej Witucki, który wcześniej był związany z sektorem bankowym. Obserwatorzy zastanawiali się, co skłoniło właścicieli z France Telecom do jego zatrudnienia. To, że studiował nad Sekwaną? Układy polityczne? Sam zainteresowany mówi o przypadku: ktoś wpadł na pomysł, aby na czele największej krajowej spółki telekomunikacyjnej stanął menedżer, a nie ekspert od stacji bazowych. – Muszę się szybko nauczyć, co znaczą te wszystkie skróty: MTR, BSA, WRL – przyznał na pierwszej po objęciu stanowiska konferencji.
Rozpoczęcie przez niego pracy zbiegło się z objęciem funkcji prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej przez Annę Streżyńską, która za jeden z głównych celów postawiła sobie zwiększenie konkurencji na rynku telekomunikacyjnym. Szybko doszło do konfrontacji z UKE, który zmusił TP do udostępnienia należącej do niej infrastruktury konkurentom po cenach, jakich największy operator nie chciał zaakceptować. Potem pojawiła się groźba podziału spółki na część hurtową i detaliczną. – TP przez wiele lat była pod parasolem ochronnym, robiła na rynku, co chciała, i praktycznie sama decydowała, jak ma wyglądać – mówiła w 2008 r. w wywiadzie dla „Dziennika” Anna Streżyńska.
TP początkowo przyjęła wobec regulatora rynku postawę konfrontacyjną. Jedną z konferencji w tamtym czasie operator rozpoczął nawet od puszczenia melodii z filmu „Czterej pancerni i pies”. Witucki opowiadał zaś, że zaczyna dzień od wejścia na stronę internetową UKE, by sprawdzić, czy regulator rynku nie wymierzył TP kolejnej kary.
Jednocześnie Witucki zaczął porządki w firmie. Spółka traciła rynek, zmniejszały się przychody. Prezes dostrzegł, że spore oszczędności może dać integracja części stacjonarnej z mobilną, tj. starej Tepsy z Centertelem. Idące za tym ograniczenie w zatrudnieniu przyniosło pożądane efekty. Przychody grupy między 2006 r. a 2007 r. spadły, ale tylko o 2 proc. Co jednak ważniejsze – Wituckiemu udało się zwiększyć zysk netto o 8,5 proc.
Lepsze wyniki finansowe to niejedyny rezultat zmian wprowadzanych przez Wituckiego. – Wcześniej mieliśmy kompleks Centertela, który postrzegany był jako dynamiczny i innowacyjny. Po przeprowadzaniu integracji wszystko się wyrównało. Nikt nie czuje się gorszy – mówił wówczas jeden z pracowników starej TP. Mniej zadowoleni byli niektórzy z menedżerów PTK Centertel. Prasa pisała, że masowo opuszczają firmę, oskarżając zarząd o brak wizji rozwoju spółki. – Zawsze znajdą się osoby, które uważają, że zrobią coś lepiej, bo zawsze tak robiły. Wtedy potrzeba determinacji, by doprowadzić do przełomu – mówi Witucki. Przyznaje jednak, że w przypadku tak dużego organizmu, jakim jest TP, najlepiej sprawdza się nie przywództwo jednoosobowe, lecz silny zespół, dzięki któremu uzgodnienia z samego szczytu są wdrażane na niższych szczeblach. Stąd współpraca z TOP 50, czyli managementem spółki.
Prezes TP umie się też porozumieć ze związkami zawodowymi. W 2006 r. grupa TP zatrudniała 36 tys. osób, w połowie tego roku 24,3 tys. Sam Witucki przyznaje, że ma zdecydowanie łatwiejsze zadanie niż prezesi stoczni czy kopalń, bo zarządza firmą prywatną. Poza tym podkreśla, że związki w TP mają w swoich szeregach inżynierów, mechaników czy specjalistów od światłowodów, którzy są wymagającymi partnerami. – Nie ma znaczenia moja osobista opinia na temat tego, czy uprawnienia związków w Polsce nie powinny się zmienić. Skoro związki w firmie są, to trzeba z nimi współpracować – mówi Witucki. Potwierdzeniem dobrej współpracy były kolejne umowy społeczne podpisywane ze związkami zawodowymi. Ostatnia z nich w tym tygodniu, obejmuje lata 2012 – 1013.
Po uporządkowaniu sytuacji wewnątrz firmy Witucki postanowił zakopać topór wojenny z UKE. Stało to się tym bardziej istotne, że na horyzoncie pojawił się kryzys gospodarczy i należało sprostać nowym wyzwaniom. – Prowadziliśmy twarde rozmowy z UKE, ale byliśmy otwarci na inne rozwiązania i gdy pojawiła się szansa na ugodowe załatwienie sprawy, skorzystaliśmy z niej – wspomina sytuację sprzed dwóch lat.
Wtedy doszło do podpisania porozumienia, w którym TP zobowiązała się do niedyskryminacji operatorów alternatywnych korzystających z jej infrastruktury względem własnego przedsiębiorstwa i spółek zależnych oraz realizacji programu inwestycyjnego obejmującego m.in. modernizację lub wybudowanie 1,2 mln łączy internetowych.
Umowa nie tylko zminimalizowała groźbę podziału TP na dwie firmy (hurtową i detaliczną), ale stała się też podstawą do kreowania nowego wizerunku firmy. Maciej Witucki, realizując porozumienie z UKE, konsekwentnie przedstawia TP jako jedynego operatora, który prowadzi poważne inwestycje na rynku. Denerwuje to szefów telewizji kablowych, którzy podkreślają, iż sami prowadzą o wiele poważniejsze działania. – Śledząc media, można odnieść wrażenie, że tylko TP prowadzi inwestycje telekomunikacyjne w kraju. Zupełnie pomija się przy tym wkład małych operatorów – denerwuje się Piotr Marciniak z Krajowej Izby Komunikacji Ethernetowej.
Witucki prowadzi też biznesową grę z regulatorem rynku, przekonując, że inwestycyjne zaangażowanie inwestycyjne TP mogłoby być większe, gdyby nie regulacje zmuszające od udostępniania drogich sieci nowej generacji (światłowodów) konkurentom. Wini za to nie szefową UKE, ale Unię Europejską, która prowadzi taką politykę. Lobbuje też za zmuszeniem operatorów kablowych do tego, aby podobnie jak TP udostępnili swoją infrastrukturę wszystkim podmiotom na rynku.
Witucki wie, jak ważny jest marketing, i umie się tym narzędziem posługiwać. To przyczynia się do tego, że konkurentom coraz trudniej odbierać klientów największemu w kraju operatorowi.
Nie jest więc przypadkiem, że w raporcie UKE za rok 2010 można przeczytać, że w segmencie telefonii stacjonarnej obserwowana od lat tendencja spadku udziału w rynku TP na rzecz konkurentów odwróciła się. Firma zwiększała rynkowe udziały pod względem liczby abonentów (o 1 proc.), oraz przychody (o 5,1 proc.). Migracja abonentów do sieci mobilnych w mniejszym stopniu dotknęła TP niż operatorów alternatywnych.
Należy jednak pamiętać, że telefonia stacjonarna to schyłkowy segment rynku. Strategia telekomów zaczyna się coraz bardziej upodabniać do działań operatorów kablówek. O nowych klientów coraz trudniej i dlatego tych, których ma się już w swojej bazie, warto namówić do zakupu kilku usług w pakiecie. Firma wprowadziła usługi telewizji internetowej, uruchomiła platformę satelitarną, a nawet własny kanał sportowy. Na koniec września telekom miał już 615 tys. użytkowników usług telewizyjnych. To jednak Wituckiego nie zadowala – do końca przyszłego roku chce mieć milion klientów.
Udziałowcy firmy muszą wierzyć, że były bankowiec jest w stanie tego dokonać, skoro postawili na niego trzeci raz. Moloch jest pod kontrolą, sytuacja ustabilizowana, a biznes bezpieczny.
1: v z IP: 95.49.45.* (2011-10-31 11:48)
realizowane sa zalecenia UE i pozcja monopolu nadal procentuje.Ale kosztem ilu bezrobotnych tego nikt nie liczy

Facebook zadebiutował w piątek w Nowym Jorku na pozagiełdowym rynku nowych technologii Nasdaq. Cena akcji po południu ustabilizowała się na jakiś czas na poziomie 41,33 dol. za akcję. Choć mniej spektakularne niż oczekiwano, IPO FB przyćmiło inne debiuty dekady.»

Hewlett-Packard zmierza zwolnić nawet 25 tys. pracowników, czyli 8 proc. całej załogi, w celu obniżenia kosztów. Ma to również pomóc firmie w stawieniu czoła spadkowi popytu na komputery i usługi. »

Portal Facebook zadebiutuje w piątek na giełdzie. Przewiduje się, że wartość giełdowa firmy przewyższy wartość takich gigantów jak Disney czy Ford. Media twierdzą zgodnie, że jest to najbardziej oczekiwana pierwsza oferta publiczna dekady.»

Subaru BRZ, najnowszy przedstawiciel japońskiej marki, otrzymał tytuł „Car of the Year” w międzynarodowym konkursie Vehicle Dynamics International Awards. »

Apple zamówił do iPhonów większe niż zwykle wyświetlacze - podał dziennik "Wall Street Jurnal". Nowe ekrany mają mieć cztery cale, zamiast standardowych trzech i pół.»

Apple przygotowuje się do przedstawienia nowej wersji cieńszego laptopa MacBook działającego w oparciu o lepsze układy scalone wyprodukowane przez Intel, jak powiedziały osoby zaznajomione ze sprawą. »

Nadzór finansowy stara się, by banki zaostrzały politykę kredytową. I tak się dzieje. Dostęp do kredytów jest ograniczany. Nadal jednak znaczna część instytucji oferuje kredytowanie 100 proc. wartości nieruchomości.»

Drugi miesiąc z rzędu trudno było zarobić na funduszach inwestycyjnych. Powód? Słabe dane makroekonomiczne z wielu krajów oraz reakcje rynków na to, co się dzieje na politycznej scenie Europy.»

Wzięliśmy pod lupę oferty kredytowe 18 banków. Czynnikiem, który decydował o miejscu banku w rankingu był całkowity koszt kredytu – czyli suma, jaką klient zapłaci bankowi po 30 latach. »