Internetowe piractwo słabnie jednak tylko w krajach, które oferują dostęp do wspomnianych serwisów w przystępnych cenach - pisze Quartz. Z danych firmy Muso, która zajmuje się produkcją antypirackich technologii wynika, że pirackie strony są znacznie popularniejsze w krajach o niskich dochodach. Z jednym wyjątkiem – Singapur.

Singapur jest czwartym najbogatszym krajem świata pod względem PKB per capita (z uwzględnieniem siły nabywczej pieniądza) – wynika z danych Banku Światowego. Znajduje się też jednak w pierwszej dziesiątce rankingu państw z największą liczbę odwiedzin pirackich stron internetowych na jednego użytkownika sieci.

Czołowe miejsca w tym niechlubnym zestawieniu zajmują Białoruś, Litwa, Gruzja, Ukraina i Łotwa. Na 7. pozycji znalazła się Polska, natomiast Singapur jest dziewiąty. Spośród wszystkich wymienionych krajów to azjatycki tygrys jest zdecydowanie najbogatszy (PKB per capita wynosi tam 52 tys. dol. rocznie). Dla porównania, w Polsce niewiele ponad 13 tys. dol., natomiast na Białorusi zaledwie 6,5 tys. dol. Co robi w tej grupie Singapur?

Netflix jest dostępny niemalże we wszystkich krajach świata. Jednak nie dostosowuje cen zakupu swoich subskrypcji do możliwości nabywczych poszczególnych rynków. Najtańsza subskrypcja tego serwisu kosztuje 7,99 euro zarówno w Kijowie, czyli tyle samo co w Paryżu czy we Frankfurcie. Nie trzeba nawet dodawać, że Ukraińcy są ubożsi od Niemców. Inaczej wygląda sytuacja z dostępnością Spotify. Serwis nie jest dostępny na Białorusi, w Gruzji i na Ukrainie.

Autorzy badania nie wyjaśniają dlaczego to właśnie obywatele Singapuru tak często pobierają nielegalnie materiały z sieci. W 2014 roku w azjatyckim kraju wprowadzono prawo autorskie umożliwiające poszkodowanych podmiotom zgłaszanie serwisów udostępniających nielegalne treści. Nie wpłynęło to jednak na zmianę statystyk.

>>> Polecamy: Czy ktoś w końcu zdetronizuje Apple? "Wydaje się być w tyle, jeśli chodzi o niektóre rozwiązania"